dla MKatarynki
|
|

|
Etap V
RR MKatarynki przysporzył mi najwięcej
wrażeń, że tak to
najłagodniej ujmę. To co uszyły dziewczyny było super! Trójkąty do
uszycia
ogromne! Wszystkie pomysły, jakie miałam wzięły w łeb... I jeszcze tyle
się tu
działo!
Szyjąc ten etap, znalazłam się na granicy załamania, kiedy
po uszyciu pierwszego kawałka okazało się, że on absolutnie nie pasuje
do
reszty!!! Koszmar!!!
I jeszcze te łuczki wymyślone chyba w
jakimś niżu
intelektualnym – bo ja przecież nie umiem szyć po łukach!!! Miałam
nawet
pomysł, żeby to rzucić w diabły, ale poszłam spać. Myślałam, myślałam i
wymyśliłam – mniejsze, wewnętrzne łuki przyszyłam ręcznie przezroczystą
żyłką,
a wcześniej zaprasowałam krawędzie na kartonowym wykroju. Większe,
zewnętrzne
łuki to odwrotna aplikacja.
Uszyłam i nie byłam przekonana, czy nie
zepsułam Kaśce
całego patchworka, czy przypadkiem mnie nie zabije za to, co
zrobiłam.... Dalej
nie wiem, czy mogę spokojnie odwiedzać Kraków. Wysłałam do Lilki, a
następnego
dnia zaczęłam żałować, ze Lilka mieszka tak daleko i nie mogę jej
zabrać RRa i
wszystkiego zmienić.
Ten etap jest szczególny z jeszcze jednego powodu – szyłam
do w ostatnim dniu ubiegłego roku, wieczorem.
|