Cebulka i jej Round Robin


dla siebie


Etap I

Koncepcja mojego środka rodziła się w upalne lipcowe dni. Wiedziałam, że makatka ma zawisnąć w sypialni, nad łóżkiem. Sypialnia aktualnie w ciepłym żółtym kolorze, bardzo słoneczna – jeśli jest słońce. I tak mi przyszło do głowy, że dobrze byłoby ten słoneczny nastrój zachować na dłużej. I wymyśliłam słoneczko z drezdeńskiego talerza utrzymane w klimacie leniwego, ciepłego popołudnia. Marzył mi się pachtwork utrzymany w takim właśnie nastroju, efekt słońca przeświecającego przez witrażowe okna utrzymane w ciepłych kolorkach terrakoty, rozmytych żółciach i pomarańczach, z akcentami brązu.

dla Klaudii



Etap II

Zobaczyłam kurkę Klaudii i poczułam się nieco zagubiona – bo co tu wymyślić, żeby było fajnie i pasowało, jeśli ma się do dyspozycji kratki i ramkę o szerokości 5 cm??? I wielką niewiadomą, co dalej. I jeszcze lęk, żeby niczego nie popsuć, żeby się spodobało...

Długo siedziałam i kombinowałam jak koń pod górkę, obejrzałam kratki i zdjęcia przysłane przez Klaudię, odwiedziłam kilka wiadomych sklepów, duuużo rysowałam. Miałam setki pomysłów, ale po kolei je odrzucałam.W końcu powstała ramka. W zmyśle miała to być bezpieczna zagroda dla kurki. Szyła i prułam, szyłam i prułam, ponieważ chciałam, żeby było dobrze, a dokładność nie jest niestety moją najmocniejszą stroną. A że jest to kurka przyjaciółka, to dodałam jej też serduszka, żeby była przyjaciółka od serca.

Z drżeniem serca i rąk wyekspediowałam kurkę do Lilki i czekałam na to, co mi poczta przyniesie, czyli jesienne liście Niedzielki
 

dla Niedzielki

 
Etap III
 

Zobaczyłam perfekcyjnie uszyte jesienne liście Niedzielki, klucze dzikich gęsi i cała starannie wymyślona koncepcja mi padła na twarz. Miało być inaczej, ale to inaczej by wcale a wcale nie pasowało.

Znowu bieganie i szukanie szmatek, kombinowanie, żeby się z jesienią kojarzyło, z płomiennymi barwami leśnych liści. No i jeszcze po raz pierwszy miały to być trójkąty. Wcześniej wydawało mi się, że to całkiem dobry pomysł jest – teraz zmieniłam zdanie.... całkowicie....

W końcu wykombinowałam sobie, że coś, co miało przypominać bukiety jesiennych liści zbieranych na spacerze. Oczywiście jest to uszyte jako PP. Kocham PP!!!



dla panett


Etap IV

Było coraz trudniej, zwłaszcza, że i Niedzielka, i Klaudia wysoko zawiesiły poprzeczkę i już wyznaczyły pewien kierunek, w którym należało iść. Wzrostała presja, żeby było dobrze, lęk, że się nie spodoba właścicielce, żeby nie zepsuć pracy innych dziewczyn. A ja na krawiecki RR panett od początku miałam pomysł – chciałam wyszyć srebrne nożyczki i naparstki, zrobić z tego haftu ramkę i ... Zupełnie nie wiedziałam co dalej. Bo do tej ramki trzeba było coś jeszcze dorobić.... Znowu w trójkąt. Myślałam o szpulkach nici, o duuuużych nożycach szytych jako PP, o igle szytej w takiż sposób....

Do ostatniej chwili myślałam, w końcu rzutem na taśmę wymyśliłam owe podwójne wachlarze nałożone na siebie. Wysiliłam szare komórki, odświeżyłam wiadomości z matematyki, podzieliłam koło na kawałki i uszyłam... a następnie to, co uszyłam, dzielnie sprułam. Moje umiejętności w zakresie prucia, tego, co wcześniej zostało już zszytej niezwykle się rozwinęły dzięki temu wspólnemu szyciu ...



dla MKatarynki


Etap V

RR MKatarynki przysporzył mi najwięcej wrażeń, że tak to najłagodniej ujmę. To co uszyły dziewczyny było super! Trójkąty do uszycia ogromne! Wszystkie pomysły, jakie miałam wzięły w łeb... I jeszcze tyle się tu działo!
Szyjąc ten etap, znalazłam się na granicy załamania, kiedy po uszyciu pierwszego kawałka okazało się, że on absolutnie nie pasuje do reszty!!! Koszmar!!!

I jeszcze te łuczki wymyślone chyba w jakimś niżu intelektualnym – bo ja przecież nie umiem szyć po łukach!!! Miałam nawet pomysł, żeby to rzucić w diabły, ale poszłam spać. Myślałam, myślałam i wymyśliłam – mniejsze, wewnętrzne łuki przyszyłam ręcznie przezroczystą żyłką, a wcześniej zaprasowałam krawędzie na kartonowym wykroju. Większe, zewnętrzne łuki to odwrotna aplikacja.

Uszyłam i nie byłam przekonana, czy nie zepsułam Kaśce całego patchworka, czy przypadkiem mnie nie zabije za to, co zrobiłam.... Dalej nie wiem, czy mogę spokojnie odwiedzać Kraków. Wysłałam do Lilki, a następnego dnia zaczęłam żałować, ze Lilka mieszka tak daleko i nie mogę jej zabrać RRa i wszystkiego zmienić.
Ten etap jest szczególny z jeszcze jednego powodu – szyłam do w ostatnim dniu ubiegłego roku, wieczorem.


dla lilki


Etap VI
Ostatni etap to ramka do RRa Lilki.
To, co dostałam od Klaudii, było cudne. Wszystko ułożyło się w całość – kolejne etapy wzajemnie się przenikały jak w kalejdoskopie. To już była zamknięta całość. Trudność polegała na tym, żeby to jakoś zamknąć, oprawić.
Najpierw wymyśliłam jodełkę z różowych i zielono oliwkowych paseczków i takie cosie na rogi – z cosiów będę miała całkiem fajną podusie...
Uszyłam inne cosie na rogi – za duże.
Potem wymyśliłam coś innego – tyż nie pasowało mi to zupełnie.
Wróciłam do jodełki, ale miało być jej więcej. Nie przemówiła do mnie...
W końcu pocięłam jodełkę na kawałki, zmniejszyłam narożne cosie, narysowałam sobie schemat gęsi, do których wykorzystałam pociętą jodełkę, zszyłam wszystko razem i teraz się boję, czy Lilce się spodoba.
Na szczęście już nie mam czasu na kolejne zmiany koncepcji.

I na koniec kilka słów podsumowania:
Mimo nerwów, niepokoju i wszystkich tych obaw, mino zżerającej ciekawości co też dzieje się z moim słoneczkiem – BYŁO WARTO!!! To była świetna zabawa!!! I ogromny wysiłek intelektualny ;-)





|
Home | Round Robin|