lilka i jej etapy Round Robin


dla siebie


Etap I

Musze zaczac od swojej czesci, czyli srodeczka z kwiatuszkiem. MalgosiaP. podeslala mi link do strony z gotowymi wzorkami PP, tam go wypatrzylam. Po treningu u Lenki uznalam, ze PP to nic strasznego, latwa rzecz, fajne wzorki i obrazki mozna tworzyc, zatem - do roboty. Szylam, wycinalam, przykladalam, szylam ... i tak w kolko. Kiedy skonczylam, bylam bardzo zadowolona i rownie mocno zdziwinona, czemu tak koszmarnie bola mnie plecy i skad ta krew na wargach. Przy kolejnych szyciach odkrylam, ze bardzo napinam miesnie i przygryzam wargi.


dla Cebulki



Etap II

Potem dostalam sloneczne popoludnie poczulam lekki niepkoj, bo to bylo ladnie i rowniutko uszyte. Zaczelam pdejrzewac, ze nie bedzie latwo. Ale nasze patchworeczki wciaz byly malutkie, i nie bylo trudno. Doszylam rameczke, nad wszystkim panowalam, potrafilam go zmierzyc linijka, miescil sie na mojej macie. Rameczka nie byla wymyslana ale uznalam, ze pasuje.

dla Klaudii


Etap III
 
Amerykanska farma w kratke przerazila mnie kratka. Wyjelam wszystkie kratki jakie mialam (dwie, trzy?). Nic mi nie pasowalo a kratki za nic nie chcialy sie sklada w calosc. I ja te Klaudiowe kraki zlamalam calkowicie niekratkowym fragmentem. Ja nie jestem kratkowa, ale mialam ochote na aplikacje i naaplikowalam... owoce. :-) W koncu do farmy pasuja jak najbardziej.


dla Niedzielki

Etap IV
Jesienne liscie uspokoily mnie kolorystycznie, mialam mnostwo pasujacych szmat, rozkladalam, przykladalam i bylo mi z tym patchworkiem po prostu dobrze. Choc drzalam o jego bezpieczenstwo w moich rekach.


dla panett


Etap V

A potem przyszla maszyna i spokoj mnie opuscil. Po pierwsze byly tam hafciki, ktore sobie do tej maszyny zaplanowalam. Po drugie-dotarlo do mnie, ze nasze patchworki przestaly byc male. Nawet pomyslalam o swoim, jak mu tam jest, czy tez juz tak urosl i wypieknial.
Do maszyny mialam pasujace kolorem szmatki ale rozmiar mnie pokonal. Nie wytrzymalam i napisalam na forum zaraz po skonczeniu (31 grudnia w sylwestrowa noc)

Skonczylam, przed chwila.
Jakims cudem bylam przekonana, ze teraz pora na kwadratowa ramke. Bardzo starannie ja obmyslilam ale na wszelki wypadek jak zwykle przed rozpaczeciem szycia przejrzalam poczatkowe ustalenia i ... no wlos mi sie na glowie zjezyl, wpadlam w panike i rozpaczliwie przejrzalam w myslach wszystkie dostepne mi kryjowki. Bo pierwsza mysl to byla Uciekaj! Potem pomyslalam o Jolci i jej powiedzonku, ze to nie forum dla mieczakow i uznalam, ze Jolcia moze sie wypchac z takimi myslami. Jak ja nienawidze zmieniac planow!!!
Ale co mialam zrobic. Na rysunku jak wol trojkaty i nie ma co udawac. Moglam doszyc cztery trojkaty wyciete z jakiejs wzorzystej tkaninki, ale az tak dzielna nie bylam. No i zaczelam myslec. W koncu po kilku probach i odcieciach (troche doszytych wczesniej przez siebie fragmentow odcielam i od razu wywalilam, zeby mnie w oczy nie kluly) powstal kolejny fragment. Ktos kiedys napisalna tym forum, ze to fajnie, jak ktos cos w takim round robin popsuje, bo mozna spojrzec i czlowiek od razu wie kto i co i pomysli cieplo o tej osobie. No wiec pomysl o mnie cieplo Panett, bo ja sie nawet nie musze podpisywac. Ten fragment,co to w zaden sposob nie trzyma wymiarow i symetrie ma w pogardzie, to moja robota. Niemniej musisz wiedziec, ze bardzo sie straralam i wlozylam w ten fragment duzo serca.


dla MKatarynki


Etap VI

A potem przyszedl patchwork MKatarynki. Wyjelam, obejrzalam, zaniemowilam i schowalam. Pomyslalam, ze moze styczen nigdy sie nie skonczy i nie bede musiala niczego doszywac. Rzucialam sie na wyszywanie w wolnych chwilach, w mojej szufladzie przybywalo hafcikow, czasami wyjmowalam Kaskowego RR-a, ale szybciutko go chowalam. Bo nie wiedzialam, co teraz. On byl tak starannie uszyty, zawieral tak trudne elementy, ze albo moglam go zostawic w spokoju, niech sobie bedzie taki ladny, albo wymyslec cos rownie elegenckiego i pasujacego do tego patchworku.
W koncu wzielam sie na odwage i postanowilam zrobic ramke. Trojkaciki obszyte paseczkami, mialam szmatke, ktora nawet pasowala, takie drobne listeczki. Kiedy te ramke doszylam, wiedzialam, ze to kleska. Ramka jak ramka, ostatecznie mogla byc, ale ona falowala. Nie dalo sie jej w zaden sposob wygladzic, zgubuc nadmiarow czy ukryc nierownosci. Patchwork byl duzy i ja nad ta wielkoscia nie panowalam. I zaczelam te ramke odpruwac. Mam prujke. Jestem cierpliwa i nie potrafie wyjasnic, jak to sie stalo, ale (Kaska usiadz i naszykuj te srodki uspokajajace) rozerwalam patchork. Po prostu. Na dlugosci 5 cm. Na czesci uszytej przez Cebulke. To byly sloneczka. Nie moglam uwierzyc. To juz nie bylo smieszne. Mialam zal do siebie, ze wzielam sie za szycie czegos, czego uszyc nie umiem, od poczatku czulam, ze nie powinnam isc w kierunku patchworkowej ramki. To powinno byc cos prostego. I wtedy przypomnialam sobie o kwiatkach. Haftowalam je z mysla o czyms innym, ale tylko one mogly dodac teraz uroku. Osiem hafcikow-cztery na rogi i po jednym na kazdym boku. Dziewiaty na podpis i naszycie w miejscu rozdarcia. Prosta rameczka bez zadnych wymyslan. Zaluje, ze nie zrobilam tego wczesniej, obyloby sie bez rozdarcia. Ale nie byloby tej calej historii. Po raz drugi przypomnialam sobie, ze Ktoras z Was napisala kiedys na forum, ze ciekawe jakby to bylo, gdyby ktos komus cos popsul, uszkodzil. No coz, to nie jest takie straszne. Po pierwszym przerazeniu, czlowiek sie smieje, bo juz nic nie moze zrobic, gorzej nie bedzie, tylko lepiej :-)





I jeszcze takie podsumowanie: przy szyciu kazdej czesci przychodzila mi do glowy ta sama mysl. Ze czuje sie, jakbym miala zaraz skoczyc na bungee :-) Mnie ten RR bedzie sie kojarzyl z olbrzymimi emocjami.





|
Home | Round Robin|