Zieleń kolorem nadziei, czyli Round Robin MKatarynki 

dla siebie


Etap I

To jest pierwszy etap, mój własny środek. Kiedyś wyhaftowałam trzy takie gnomy bo miałam z nich zrobić makatkę. Ale musiałabym jeszcze trzy wyhaftowac do kompletu a trochę mi się to znudziło. Ten wisiał sobie tak beznadziejnie na tej lince to postanowiłam go oprawić w zielony kolor, kolor nadziei ;)
Tak powstała nazwa mojego RR-a

(autor: MKatarynka)

od panett



Etap II

To był pierwszy patchwork,który do mnie trafił. Miałam pewne problemy, bo nie miałam żadnych zielonych szmatek, ale po apelu do koleżanek udało mi się w końcu jakieś zdobyć. Początkowo miałam ambitne plany chciałam uszyć bardzo skomplikowana ramkę ale kiedy zaczęłam to rysować to okazało się, że musiałabym szyć z lupą a i tak efekt pewnie nie byłby zadowalający. Postanowiłam więc, że wzór będzie prosty jedynie narożniki nieco ozdobniejsze. Strasznie się starałam aby nie zepsuć Kasi patchworka i jednocześnie dać możliwość pozostałym dziewczyno puścić wodze wyobraźni.

(autor: panett)

od NIedzielki


Etap III

Pierwszy pomysł na trójkąty w RRrze MKatarynki nie wypalił, więc nie będę o nim pisać. Ale potem miałam pusto w głowie. Aż w końcu przypomniałam sobie, że Kasia lubi Irlandię. I tak powstał ciąg skojarzeń: zielony - Zielona Wyspa -elf - Celtowie - celtyckie węzły. Wzór wynalazłam w internecie, na okładce jakiejś książki o Celtach.
Moje celtyckie węzły są z pasków ciętych ze skosu i zaprasowanych. Wzór narysowałam na materiale i potem cierpliwie naciągałam i wdawałam na zakrętach przy pomocy żelazka i pary....Przyznaję, że było to wyzwanie! Po sfastrygowaniu wszystkiego tę 'aplikację' przyszyłam na maszynie. Trochę jest pomarszczone, ale to chyba za małe łuki były przy tej szerokości lamówki.
 
(autor: Niedzielka)

od Klaudii


Etap IV

Przy tym RR też wiedziałam mniej-wiecej co chce zrobić, bo był taki żywy i sam sie prosił.
Niedzielka przede mną go lekko stonowała więc ja mogłam się wyżyc żywszymi barwami.
Wiedziałam,,że chce powtorzyć motyw wachlarza z MKatarynkowego kwadratu i ten motyw "kwiatu" z rogu a lecące gęsi po prostu lubię.
I wtedy zaczęły dobiegać głosy, że nasze RR mogą być w różnych technikach i fajnie jakby miały hafty i odstające elementy, więc stwierdziłam, że miło będzie Kaśce jak do jej RR przyszyję pompony (bardzo jej się podobały jak kiedyś szyła taka pomponową poduszkę), pomysł fajny..................ale tu sie zaczął dramat............. otóż te pompony się tragicznie wszywa (przynajnmniej w moim przypadku;)  ) ale cóż było robic, przyłożyłam się (naprawdę) i teraz mozna se obejrzeć skończony etap trzeci!!!!

(autor: Klaudia)

od Cebulki


Etap V

RR MKatarynki przysporzył mi najwięcej wrażeń, że tak to najłagodniej ujmę. To co uszyły dziewczyny było super! Trójkąty do uszycia ogromne! Wszystkie pomysły, jakie miałam wzięły w łeb... I jeszcze tyle się tu działo!
Szyjąc ten etap, znalazłam się na granicy załamania, kiedy po uszyciu pierwszego kawałka okazało się, że on absolutnie nie pasuje do reszty!!! Koszmar!!!

I jeszcze te łuczki wymyślone chyba w jakimś niżu intelektualnym – bo ja przecież nie umiem szyć po łukach!!! Miałam nawet pomysł, żeby to rzucić w diabły, ale poszłam spać. Myślałam, myślałam i wymyśliłam – mniejsze, wewnętrzne łuki przyszyłam ręcznie przezroczystą żyłką, a wcześniej zaprasowałam krawędzie na kartonowym wykroju. Większe, zewnętrzne łuki to odwrotna aplikacja.

Uszyłam i nie byłam przekonana, czy nie zepsułam Kaśce całego patchworka, czy przypadkiem mnie nie zabije za to, co zrobiłam.... Dalej nie wiem, czy mogę spokojnie odwiedzać Kraków. Wysłałam do Lilki, a następnego dnia zaczęłam żałować, ze Lilka mieszka tak daleko i nie mogę jej zabrać RRa i wszystkiego zmienić.
Ten etap jest szczególny z jeszcze jednego powodu – szyłam do w ostatnim dniu ubiegłego roku, wieczorem.




od lilki


Etap VI

(...) a potem przyszedl patchwork MKatarynki. Wyjelam, obejrzalam, zaniemowilam i schowalam. Pomyslalam, ze moze styczen nigdy sie nie skonczy i nie bede musiala niczego doszywac. Rzucialam sie na wyszywanie w wolnych chwilach, w mojej szufladzie przybywalo hafcikow, czasami wyjmowalam Kaskowego RR-a, ale szybciutko go chowalam. Bo nie wiedzialam, co teraz. On byl tak starannie uszyty, zawieral tak trudne elementy, ze albo moglam go zostawic w spokoju, niech sobie bedzie taki ladny, albo wymyslec cos rownie elegenckiego i pasujacego do tego patchworku.
W koncu wzielam sie na odwage i postanowilam zrobic ramke. Trojkaciki obszyte paseczkami, mialam szmatke, ktora nawet pasowala, takie drobne listeczki. Kiedy te ramke doszylam, wiedzialam, ze to kleska. Ramka jak ramka, ostatecznie mogla byc, ale ona falowala. Nie dalo sie jej w zaden sposob wygladzic, zgubuc nadmiarow czy ukryc nierownosci. Patchwork byl duzy i ja nad ta wielkoscia nie panowalam. I zaczelam te ramke odpruwac. Mam prujke. Jestem cierpliwa i nie potrafie wyjasnic, jak to sie stalo, ale (Kaska usiadz i naszykuj te srodki uspokajajace) rozerwalam patchork. Po prostu. Na dlugosci 5 cm. Na czesci uszytej przez Cebulke. To byly sloneczka. Nie moglam uwierzyc. To juz nie bylo smieszne. Mialam zal do siebie, ze wzielam sie za szycie czegos, czego uszyc nie umiem, od poczatku czulam, ze nie powinnam isc w kierunku patchworkowej ramki. To powinno byc cos prostego. I wtedy przypomnialam sobie o kwiatkach. Haftowalam je z mysla o czyms innym, ale tylko one mogly dodac teraz uroku. Osiem hafcikow-cztery na rogi i po jednym na kazdym boku. Dziewiaty na podpis i naszycie w miejscu rozdarcia. Prosta rameczka bez zadnych wymyslan. Zaluje, ze nie zrobilam tego wczesniej, obyloby sie bez rozdarcia. Ale nie byloby tej calej historii. Po raz drugi przypomnialam sobie, ze Ktoras z Was napisala kiedys na forum, ze ciekawe jakby to bylo, gdyby ktos komus cos popsul, uszkodzil. No coz, to nie jest takie straszne. Po pierwszym przerazeniu, czlowiek sie smieje, bo juz nic nie moze zrobic, gorzej nie bedzie, tylko lepiej :-)

(autor: lilka)






|
Home | Round Robin|